Poniedziałek, 08 czerwca Imieniny: Medarda, Maksyma, Wilhelma
11.12.2025 | Czytano: 15

Farma fotowoltaiczna pod plotem? Mieszkańcy Klawkowa mówią: nie!

​Mieszkańcy Klawkowa w gminie Chojnice sprzeciwiają się budowie farmy fotowoltaicznej tuż przy ich domach. Zgodnie z planem inwestora, panele miałyby stanąć dosłownie kilka centymetrów od ogrodzeń prywatnych posesji!

Społeczność lokalna czuje się zignorowana i oszukana.
– Kto to widział, żeby takie coś powstawało tuż pod oknem?! – pytają rozgoryczeni. – Nikt z nami tego nie uzgadniał.

Wójt gminy Chojnice, Zbigniew Szczepański, przekonuje, że mieszkańcy zostali indywidualnie zawiadomieni. To było 3-4 lata temu gdy firmy zwracały się do gminy z prośbą o wyfdanie decyzji o warunkach zabudowy. 

– Każdy z Klawkowa dostał pismo w tej sprawie – mówi. – Tylko jedna osoba napisała do nas maila i poprosiła o zachowanie anonimowości. Nikt więcej nie przyszedł. 

Wójt nie ukrywa, że sam nie jest fanem tego typu instalacji. 

- Te farmy mi się nie podobają. Odwoływaliśmy się do SKO, WSA, ale nic nie wskóraliśmy – przyznaje. - Powoływaliśmy się na brak sąsiedztwa przy miejscowym planie zagospodarowanie terenu albo na fakt, że taka farma powinna mieć umowę z ENEA na przyłącze energetyczne. Nasze protesty były odrzucane. W tej sprawie mamy związane ręce. 

Szczepański wskazuje na problem systemowy. Dla właściciela gruntu farma OZE to czysty zysk.

- Rolnik zarobi z hektara pola może 3 tysiące złotych rocznie. Za dzierżawę pod panele dostaje 10, 12, nawet 15 tysięcy. Trudno się dziwić, że ludzie biorą taki pieniądz. Do tego gmina też zyskuje – podobnej wysokości podatek wpływa do budżetu.

Gmina próbowała wynegocjować kompromis. Wójt zaproponował, by panele odsunąć 50 metrów od zabudowań. - Ja na ich miejscu przyjąłbym tę propozycję - mówił wójt Szczepański.

– To realna propozycja – twierdzi. – Firmy nie zgadzają się na 100 metrów, bo to dla nich zbyt duża strata powierzchni. Mieszkańcy jednak nie słuchają. Wierzą, że uda im się zablokować całą inwestycję. Ale to się nie uda. Protest mogą co najwyżej opóźnić budowę. 

Społeczność Klawkowa nie daje się przekonać. 

- Pięćdziesiąt metrów niczego nie zmieni. Hałas inwerterów, odbicia światła, zagrożenie pożarem, wyspa ciepła, spadek wartości naszych domów - wszystko to zostanie. Nie chcemy tej inwestycji u nas – mówią mieszkańcy.

Ich zdaniem farma oznacza całkowitą industrializację krajobrazu i koniec walorów przyrodniczych okolicy. Wójt próbował znaleźć inne rozwiązanie - zaproponował firmie zmianę planu zagospodarowania i przeznaczenie terenu pod zabudowę jednorodzinną. Ale inwestor odmówił. 

– To nie deweloper, tylko firma fotowoltaiczna. Domów budować nie będzie – relacjonuje Szczepański.

Sprawa farmy w Klawkowie pokazuje, jak ważna jest szybka reakcja społeczności lokalnych. Gdy pojawia się oficjalna informacja, trzeba działać od razu: pisać, pytać, zgłaszać uwagi. Potem - nawet w słusznej sprawie - można już tylko protestować z bezsilnością.
To też materiał do przemyślenia dla władz gminy. Mieszkańcy nie chcą słuchać, że tego nie można zrobić, tamtego nie można, że mamy związane ręce itd. 

Na pewno sporo pracy przed władzami gminy w poprawie komunikacji z mieszkańcami szczególnie przy planach takich kontrowersyjnych inwestycji jak farmy fotowoltaiczne, wiatraki czy maszty telefonii komórkowej.

reklama

Komentarze

reklama