Poniedziałek, 08 czerwca Imieniny: Medarda, Maksyma, Wilhelma
07.12.2025 | Czytano: 18

Maszt dzieli Chojniczki. Mieszkańcy protestują, wójt rozkłada ręce

W Chojniczkach wrze wokół planowanej budowy masztu telefonii komórkowej. Mieszkańcy czują się oszukani, protestują i zapowiadają walkę o swoje osiedle, ale wójt gminy Chojnice nie zostawia złudzeń. Samorząd ma w tej sprawie bardzo ograniczone możliwości - mówił wójt Szczepański podczas konferencji prasowej 4 grudnia.

Kilka dni wcześniej, w poniedziałek 1 grudnia, w urzędzie odbyło się spotkanie z mieszkańcami osiedla sprzeciwiającymi się inwestycji. Emocji nie brakowało. Ludzie mówili wprost, że nie po to inwestowali oszczędności życia i zaciągali kredyty, by dziś mieszkać w cieniu ponad 50-metrowego masztu.

Gmina bez realnego wpływu

Wójt Zbigniew Szczepański podczas konferencji przyznał, że gmina w praktyce ma związane ręce.

- O lokalizacji tego typu obiektów w dużym stopniu decyduje specustawa dotycząca infrastruktury łączności. Jeśli operator dogada się z właścicielem gruntu, samorząd nie ma realnych narzędzi, aby zablokować inwestycję - mówił.

Jak podkreślał, obecne przepisy dają operatorom szerokie możliwości działania, a lokalne władze mogą jedynie próbować łagodzić konflikt i szukać kompromisu. Tyle że w tej sprawie o kompromis coraz trudniej. Wójt przypomniał, że Play na jego prośbę wycofał się z pierwszej planowanej lokalizacji na działce pana Lemańczyka. Teraz maszt ma stanąć na terenie należącym do byłego sołtysa wsi, pana Rzepińskiego.

Problem w tym, że nowa lokalizacja także znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy jednorodzinnej. To wystarczyło, by konflikt wybuchł na nowo. Zmieniło się miejsce, ale nie zmieniły się emocje.

Najmocniej wybrzmiewa dziś jedno słowo: oszustwo. Część mieszkańców kupowała działki budowlane właśnie od właścicieli gruntów, którzy dziś współpracują z operatorem. W ich ocenie sytuacja jest co najmniej dwuznaczna.

- Nie po to inwestowaliśmy oszczędności życia i braliśmy kredyty, by teraz mieszkać przy maszcie telefonicznym wysokim na ponad 50 metrów! - mówili wzburzeni mieszkańcy.

Poczucie krzywdy miesza się tu z bezsilnością. Bo choć protestujący zapowiadają dalszą walkę, to prawne możliwości zablokowania inwestycji są ograniczone.

Jak przypomniał wójt, mieszkańcy mogą odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a później do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Tyle że taka ścieżka może potrwać nawet kilka lat. To oznacza długi spór, nerwy i życie w zawieszeniu. Dla mieszkańców to marna pociecha. Dla inwestora to po prostu kolejny etap procedury.

Wójt poinformował również, że w ostatnim czasie spotkał się z dyrektorem Play na województwo pomorskie, Romanem Tomaszewskim. Podczas rozmowy padły propozycje innych lokalizacji, między innymi w Jarcewie, w okolicach szpitala rehabilitacyjnego. Operator nie był jednak zainteresowany.

- Budowa masztu to koszt rzędu kilkuset tysięcy złotych i firmy telekomunikacyjne koncentrują się na opłacalności takich inwestycji - mówił Szczepański.

To w gruncie rzeczy sedno całej sprawy. Tam, gdzie inwestycja się opłaca, maszt ma szansę stanąć. Tam, gdzie z ekonomicznego punktu widzenia wszystko się nie zgadza, mieszkańcy mogą latami błagać o lepszy zasięg i nic z tego nie wynika.

Podczas konferencji pojawił się też nowy, bardzo niepokojący wątek. Chodzi o groźby i naciski wobec właściciela działki wskazanej obecnie pod budowę masztu.

Jak poinformował wójt, mężczyzna zgłosił mu, że wobec niego stosowane są próby zastraszania, słowne ataki i różnego rodzaju naciski. Mimo tego nie zamierza wycofać się z planów współpracy z operatorem i utrzymuje swoje stanowisko.

Wójt zwrócił uwagę, że mieszkańcy mają jeszcze jedno narzędzie. Mogą wystąpić wobec właściciela działki z roszczeniem odszkodowawczym, jeśli uznają, że zostali wprowadzeni w błąd i wcześniej nie poinformowano ich o planach związanych z budową masztu.

Przy okazji padła też ważna uwaga dla wszystkich kupujących działki budowlane. Przed zakupem trzeba dokładnie sprawdzić, czy teren objęty jest miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Jeśli planu nie ma, powinna zapalić się czerwona lampka. Bo wtedy naprawdę trudno przewidzieć, co za kilka lat może wyrosnąć tuż za płotem.

Do wójta trafiły w ostatnich tygodniach dwie całkowicie sprzeczne petycje. Pierwszą podpisało około 30 mieszkańców sprzeciwiających się budowie masztu w planowanej lokalizacji. Wskazują oni na kwestie estetyczne, obawy o zdrowie i możliwy spadek wartości nieruchomości.

Druga petycja ma zupełnie inny wydźwięk. Podpisało ją około 100 osób, czyli ponad trzy razy więcej. Jej autorzy domagają się budowy masztu właśnie w tym miejscu, które wywołuje protesty sąsiadów.

Tłumaczą to prosto. Dziś mają fatalny zasięg telefoniczny i internetowy. Ich zdaniem to nie jest tylko kwestia wygody, ale realnego bezpieczeństwa. Bo w sytuacji, gdy trzeba wezwać karetkę albo policję, brak łączności przestaje być drobną niedogodnością.

Wójt z lekką ironią zauważył, że najgłośniej przeciwko masztowi protestują często byli mieszkańcy Chojnic, którzy przeprowadzili się do Chojniczek w poszukiwaniu ciszy i zieleni. Tymczasem wcześniej nierzadko mieszkali w mieście, w sąsiedztwie masztów zamontowanych na wieżach kościołów albo przy ruchliwych ulicach.

Co dalej? W połowie stycznia w Chojniczkach ma odbyć się zebranie wiejskie, podczas którego mieszkańcy w głosowaniu wyrażą swoją opinię na temat budowy masztu w planowanej lokalizacji.

Wójt wyraźnie zaznaczył jednak, że wynik tego głosowania nie będzie miał mocy wiążącej w świetle specustawy telekomunikacyjnej. Formalnie więc nie rozstrzygnie sprawy. Politycznie i społecznie jego znaczenie może być jednak bardzo duże.

reklama

Komentarze

reklama