W spotkaniu uczestniczyli także zaproszeni goście, w dyrektor MSPiR Sebastian Kluska który był na wraku promu oraz Grzegorz Sudwoj, jeden z dziewięciu uratowanych i zarazem jeden z sześciu żyjących dziś członków załogi. Sam Czejarek przypomniał, że jako bardzo młody reporter był na miejscu tragedii i relacjonował ją dla Polskiego Radia.
W czytelni Biblioteki Miejskiej w Chojnicach zgromadziło się około 100 osób. Spotkanie trwało ponad trzy godziny. Przez pierwsze dwie goście opowiadali o swoich ustaleniach, wspomnieniach i kulisach katastrofy. Ostatnią godzinę przeznaczono na pytania z sali. Po zakończeniu oficjalnej części był jeszcze czas na rozmowy, wspólne zdjęcia i autografy.
Jak podkreślał Roman Czejarek, nie ma jednej konkretnej przyczyny zatonięcia promu. Jego zdaniem był to splot wielu czynników. Wśród nich znalazły się ekstremalne warunki pogodowe. Wiatr miał być tak silny, że na promowym wiatromierzu skończyła się skala, co oznaczało co najmniej 150 km na godzinę. Mówiono też o źle działających sterach strumieniowych i systemie zbiorników balastowych, przez co nie było szans na wyprostowanie przechylającego się promu. Do tego dochodził temat uszkodzonej tylnej burty i pytań o to, czy została właściwie naprawiona po wcześniejszych pracach remontowych.
Jednym z najbardziej zagadkowych momentów katastrofy pozostaje nagły skręt promu w lewo. W tym kontekście wrócił temat niewielkiej jednostki Frank Michael, która miała znaleźć się na kursie kolizyjnym z Heweliszem. Jak relacjonował Czejarek, statek ten po prostu oddalił się z miejsca zdarzenia. Dziennikarz po latach dotarł do ostatniego żyjącego członka załogi tej jednostki (Filipińczyka!) , ale mężczyzna nie chce na razie mówić o tym, co wydarzyło się feralnej nocy na Bałtyku.
Czejarek stanowczo podkreślał, że nie można obarczać winą załogi promu. Przypominał, że przez lata taką narrację próbowano budować w sądzie i przed Izbą Morską. Jeśli już szukać błędów po stronie ludzi, to raczej w rutynie, która po 16 latach pływania na tej samej trasie mogła się pojawić. To ona miała sprawić, że w krytycznym momencie załoga nie znała dokładnej pozycji statku (nie wpisywano jej na bieżąco), a kapitan nie wiedział precyzyjnie, ile osób znajduje się na pokładzie. Tymczasem właśnie o to pytali w pierwszej kolejności ratownicy z Danii i Niemiec, i to spowolniło i utrudniło akcję ratunkową.
Podczas spotkania dziennikarz odniósł się również do serialu „Heweliusz”, którego producentem był Netflix. Dementował część pojawiających się tam wątków. Mówił między innymi, że nie było żadnego tajnego transportu wojskowego, na który mieli rzekomo czekać polscy marynarze. Odniósł się też do kwestii prognozy pogody. Jak wyjaśniał, polska załoga nie skorzystała z niemieckiej prognozy nie dlatego, że nie znała języka (tak sugerował film), ale dlatego, że obowiązywała ją prognoza przygotowana przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Problem w tym, że Niemcy przewidywali sztorm nawet do 12 stopni w skali Beauforta, a Polacy otrzymali znacznie łagodniejszą wersję (5-7 stopni w porywach do 8 czyli normalna, zimowa pogoda na Bałtyku).
Roman Czejarek zapowiedział, że jego praca nad tą sprawą nadal trwa i to nie są ostatnie informacje, jakie ma do przekazania opinii publicznej.
Spotkanie w Chojnicach pokazało, że mimo upływu ponad trzech dekad tragedia Jana Heweliusza wciąż porusza i nadal domaga się pełnego wyjaśnienia.
Osoby zainteresowane tematem mogą sięgnąć po podcast Romana Czejarka dostępny w serwisie YouTube.
https://www.youtube.com/watch?v=w59FYm5Hx90&t=563s
Fot. Robert Ważyński
12.04.2026 | Czytano: 14
Heweliusz po 33 latach wciąż budzi pytania. Roman Czejarek w Chojnicach
O jednej z największych powojennych tragedii w polskiej żegludze mówił w Chojnicach Roman Czejarek, dziennikarz Polskiego Radia, który od ponad roku prowadzi własne śledztwo w sprawie zatonięcia promu Jan Heweliusz.
reklama







