Poniedziałek, 08 czerwca Imieniny: Medarda, Maksyma, Wilhelma
26.03.2026 | Czytano: 103

Szpital w Chojnicach z 8-milionową stratą. Radni pytali o kolejki, kadry i KPO

8 milionów złotych straty na dziś. Taką informację usłyszeli radni powiatu chojnickiego podczas dzisiejszej sesji. Obecny na sali dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach Maciej Polasik odpowiadał na pytania dotyczące bieżącej sytuacji placówki.

Jak się okazało, także program modernizacji i finansowania zakupu sprzętu z KPO będzie wymagał dodatkowego wsparcia ze strony organu prowadzącego. Od początku było wiadomo, że powiat ma dołożyć około 9 mln zł podatku VAT, który nie jest objęty rządowym finansowaniem. Teraz okazuje się, że przetargi wyszły drożej od założeń o ponad 5 mln zł. Szpital będzie więc prosił władze powiatu o co najmniej 3 mln zł. Ostateczną decyzję będą musieli podjąć radni.
Ci ostatni mieli dziś do dyrektora sporo pytań.
Czy na poszczególnych oddziałach są duże kolejki na wizyty i zabiegi? Jaka jest sytuacja na okulistyce?
Dyrektor wyjaśniał, że trzeba rozróżnić zabiegi pilne, planowe i limitowane. W przypadkach pilnych zabiegi wykonywane są na bieżąco i nie ma tu problemu. Zabiegi planowe odbywają się według ustalonej kolejności i, jak zapewniał, nie dochodziło do zaburzeń w harmonogramie. W przypadku procedur limitowanych przez NFZ część świadczeń była czasowo odraczana, ale wszyscy pacjenci, którym terminy przesunięto, mają już zabiegi wykonane.
Jak dodał, problem może pojawić się w tym roku przez planowaną zmianę zasad finansowania świadczeń ponad limit.
- Za zaplanowane NFZ zapłaci nam 100 procent, natomiast jeśli przekroczymy limity, to Fundusz zapłaci nam za takie zabiegi tylko 40 procent. Proszę zadać sobie pytanie, kto będzie realizował zabieg za mniej niż połowę kosztu? - pytał dyrektor.
Co ze spalarnią odpadów, będziemy ją budować czy nie?
Spalarnia to według Macieja Polasika temat zamknięty. Jak stwierdził dyrektor, szpitala po prostu nie stać na taką inwestycję. Utylizację odpadów zlecono firmie zewnętrznej i, jego zdaniem, jest to dobre rozwiązanie.
Czy w szpitalu są problemy kadrowe? Brakuje ludzi do pracy?
Dyrektor odpowiadał, że przy 1300 pracownikach pewne problemy kadrowe zawsze muszą się pojawiać. Zaznaczał jednak, że nie ma kłopotów z zapewnieniem ciągłości pracy, a na oddziałach są pełne obsady.
Szpital poszukuje jeszcze chirurga, który wzmocniłby zespół lekarzy na tym oddziale. Chodzi o to, by obecni medycy mieli większy komfort pracy i nie musieli brać sześciu czy siedmiu dyżurów w miesiącu, a do tego pracować po południu w poradni.
Czy oddziały szpitalne generują straty?
Niestety tak. Dyrektor przyznał, że przykładem jest oddział ginekologiczno-położniczy, który generuje około 5 mln zł straty rocznie.
- To wyjątkowy oddział, gdzie bez względu na sytuację musi być pełna obsada. Sześć pielęgniarek i lekarz. Musimy być zawsze gotowi bez względu na to, czy rocznie będziemy mieli 200 porodów czy 2000 - mówił Polasik.
Co z kolejkami na SOR-ze? Czy są skargi od pacjentów?
Odpowiedź dyrektora była jednoznaczna. Jak zapewnił, w ostatnim roku szpital nie odnotował ani jednej skargi na obsługę pacjentów na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
Jakie firmy złożyły oferty w przetargach budowlanych?
Dyrektor wyjaśniał, że zakres prac i zakupów w ramach programu jest bardzo szeroki, dlatego ofert są setki. W przypadku prac budowlanych na oddziale chirurgicznym najkorzystniejszą ofertę złożyła firma Marvinci, ale z powodu braków w dokumentacji przetarg trzeba było unieważnić i rozpisać drugi. Ten wygrała firma Marbruk.
Na kardiologię najlepszą ofertę złożyła lokalna firma Byszewski. Z kolei remont bloku operacyjnego ma wykonać Marbruk. Dyrektor zaznaczał, że czasu jest bardzo mało i liczy, że wszystkie prace zakończą się pod koniec czerwca.
Jaką kwotę trzeba będzie dołożyć z powiatu do inwestycji KPO?
W sumie przetargi wyszły drożej o ponad 5 mln zł niż pierwotnie zakładano. Dlatego szpital będzie zwracał się do władz powiatu o dodatkowe wsparcie.
- Zwrócimy się do władz powiatu o wsparcie nas kwotą 3 milionów złotych - mówił dyrektor Polasik. - Oczywiście zgodę będą musieli wyrazić radni.
Czy w szpitalu są wolne etaty?
Jak wynika z odpowiedzi dyrektora, obecnie w placówce nie ma wolnych etatów. Są natomiast podania o pracę i, jak podkreślał, jest ich ponad 200. To pokazuje, że zainteresowanie pracą w chojnickim szpitalu pozostaje duże.
Na koniec sesji głos zabrała wiceprzewodnicząca rady, Aleksandra Stasińska. Zwróciła się do radnych z apelem o utrzymanie oddziału ginekologiczno-położniczego.
- W ostatnich latach w Polsce zlikwidowano 80 oddziałów położniczo-ginekologicznych. Nie dopuśćmy do tego, aby w Chojnicach taki oddział też przestał istnieć. Tak naprawdę to oddział ratunkowy, a nie zwykły. Tam musi być opieka non stop i pełna obsada lekarzy oraz położnych.
Dyrektor Polasik poinformował, że w 2024 roku w chojnickim szpitalu na świat przyszło 663 dzieci, a w ubiegłym roku 741 maluchów.
- Nasz oddział jest na bardzo wysokim poziomie, jest wyremontowany, doposażony, a kadra wysoko wykwalifikowana - powiedział.
Szpital w Chojnicach jest dziś w miejscu, w którym nie da się już niczego pudrować. Strata rośnie, inwestycje drożeją, a system finansowania świadczeń znów pokazuje swoje ograniczenia.
Oddziały kluczowe dla bezpieczeństwa mieszkańców muszą działać bez przerwy, nawet jeśli przynoszą wielomilionowe straty. Tego nie da się zamknąć prostym arkuszem w Excelu.
Przed radnymi teraz najważniejsza decyzja. Nie tylko o pieniądzach, ale też o tym, jaki model szpitala powiat chce utrzymać w przyszłości.
Fot. Robert Ważyński
reklama

Komentarze

reklama