6 listopada 2012 roku w Chojnicach padła wygrana w Lotto w wysokości 17 112 504,60 zł. Była to jedna z najwyższych wygranych w kraju w tamtym czasie. Kupon okazał się zwycięski, ale jego właściciel nigdy nie zgłosił się po odbiór pieniędzy.
Mijały tygodnie, a potem kolejne miesiące. Sprawa zaczęła budzić coraz większe zainteresowanie – zarówno wśród mieszkańców regionu, jak i w mediach w całej Polsce. Pojawiały się pytania: czy zwycięzca nie sprawdził wyników, zgubił kupon, a może nawet nie wie, że wygrał miliony?
Ostatecznie upłynął regulaminowy termin sześciu miesięcy i ogromna wygrana przepadła. Pieniądze – zgodnie z zasadami – wróciły do Totalizatora Sportowego i zostały ponownie wykorzystane w systemie gier liczbowych.
Dziś, po latach, historia z Chojnic wciąż pozostaje symbolem niewykorzystanego szczęścia. Tym bardziej wraca w kontekście najnowszego przypadku z Nowego Sącza, gdzie również nie odebrano wysokiej wygranej – choć tym razem chodzi o „zaledwie” kilka milionów złotych.
Obie sprawy łączy jedno: brak reakcji zwycięzcy w ciągu pół roku od losowania. To wystarczy, by nawet największa wygrana przepadła bezpowrotnie.
Historia z Chojnic pokazuje, że fortuna może się uśmiechnąć tylko raz – i jeśli nie zostanie zauważona na czas, znika równie szybko, jak się pojawiła.
25.03.2026 | Czytano: 100
Chojnice: 17 milionów, po które nikt się nie zgłosił. Historia wraca przy sprawie z Nowego Sącza
Informacja o nieodebranej wygranej w Nowym Sączu – blisko 3,5 mln zł w Eurojackpot – ponownie przywołała jedną z najbardziej zagadkowych historii w polskich grach liczbowych. Chodzi o zdarzenie z 2012 roku w Chojnicach, gdzie przepadła jeszcze większa fortuna.
reklama







