Ministerstwo przekonuje, że chodzi o koncentrację uczniów i ograniczenie cyfrowych uzależnień. Telefony mają być dopuszczalne tylko wyjątkowo, gdy nauczyciel pozwoli użyć ich na lekcji do celów edukacyjnych. Resztę szkoły będą musiały zorganizować same.
I to właśnie budzi najwięcej wątpliwości. Leszek Redzimski, dyrektor szkoły w Lichnowach, mówi wprost, że bez znajomości szczegółów trudno oceniać projekt. U niego zakaz już w zasadzie działa, z wyjątkami na długą przerwę i lekcje, podczas których uczniowie korzystają z aplikacji za zgodą nauczyciela. Jak zaznacza, pełny zakaz może szybko zamienić się w zabawę w kotka i myszkę.
To nie jest drobiazg. W telefonach są prywatne dane, sprzęt kosztuje, a nie każda szkoła ma warunki, by bezpiecznie go przechowywać. W Lichnowach pomagają szafki dla starszych klas, ale nie wszystkie placówki mają takie możliwości. Jest jeszcze drugi problem: rodzice najmłodszych dzieci często chcą, by syn czy córka mieli telefon przy sobie. W Lichnowach rozwiązano to prosto. W sekretariacie jest ogólnodostępny aparat, z którego uczeń może zadzwonić do domu.
Ewa Modrzejewska, dyrektorka SP nr 1 w Chojnicach, nie ma wątpliwości, że z telefonami w szkołach zrobił się poważny problem i dlatego popiera zakaz. Zwraca jednak uwagę, że opór może przyjść od rodziców. Jej zdaniem decyzje i tak będą musiały być konsultowane z Radą Rodziców.
Dyrektorka widzi też prostą lukę w przepisach. Bo czym innym jest zakaz używania, a czym innym zakaz przynoszenia telefonu. "Pomysłowe" dziecko może przecież oddać jeden aparat, a drugi zachować dla siebie. I cały system zaczyna się sypać.
Najmocniejszy argument pada z Brus. Beata Rekowska, dyrektorka tamtejszej SP nr 1, mówi, że zakaz obowiązuje u nich już od jesieni ubiegłego roku. I ocenia go bardzo dobrze. Co ciekawe, uczniowie nie protestowali.
Za to zmieniła się atmosfera w szkole. Na przerwach wróciły rozmowy, zabawa i zwykły szkolny gwar. Wcześniej były cisza, pochylone głowy i oczy wbite w ekrany. Zdarzało się nawet, że dzieci stojące obok siebie pisały do siebie przez komunikatory. Jej zdaniem taka zmiana wszystkim wyszła na dobre.
Dyrektorzy nie mówią więc „nie”. Przeciwnie, w większości popierają kierunek zmian. Ale ostrzegają, że Warszawa może uchwalić zakaz, a szkoły zostawić same z jego skutkami. A wtedy znów okaże się, że najłatwiej jest ogłosić decyzję. Trudniej sprawić, by naprawdę działała.
Fot ilustracyjna
25.03.2026 | Czytano: 80
Zakaz telefonów w podstawówkach coraz bliżej. Chojniccy dyrektorzy mówią: tak, ale są pułapki
Od 1 września 2026 roku w szkołach podstawowych ma obowiązywać całkowity zakaz korzystania z telefonów komórkowych. Dyrektorzy z Chojnic i okolic w większości popierają ten kierunek, bo problem widzą od dawna. Ale od razu zaznaczają, że sam zakaz nie rozwiąże wszystkiego. Zostają jeszcze pytania o przechowywanie telefonów, egzekwowanie przepisów i oczekiwania rodziców, którzy chcą mieć kontakt z dziećmi.
reklama







