Sęk w tym, że podobne emocje kilka lat temu budził już temat kontroli pieców w samych Chojnicach. Było głośno, były zapowiedzi, a dziś mieszkańcy nie mają powszechnej wiedzy, by ktoś został dotkliwie ukarany w sposób, który działa odstraszająco. A w takich sprawach to właśnie realne, odczuwalne konsekwencje zwykle najszybciej zmieniają zachowania. Dlatego pytanie wraca samo: czy dron będzie narzędziem, które faktycznie „ukróci śmierdziochów”, czy raczej wygodną zasłoną dymną w sezonie grzewczym. Odpowiedź przyniesie dopiero praktyka: liczba kontroli i finały postępowań.
W gminie wiejskiej Chojnice zapadła decyzja o zakupie specjalistycznego drona do kontroli tego, czym mieszkańcy palą w piecach. Wójt mówił, że przy mrozie wieczorne spacery po niektórych wsiach potrafią bardziej szkodzić niż pomagać. W tle pojawiają się konkretne oskarżenia: spalanie plastiku, folii, a nawet pociętych opon. Samorząd zapowiada, że nie chce „polować” na ludzi, ale nie zamierza też udawać, że problemu nie ma. Dron ma być narzędziem, które pozwoli szybko potwierdzić podejrzenia.
Kluczowy ma być mechanizm działania: dron podlatuje nad komin i na żywo pokazuje skład zanieczyszczeń w dymie. Jeśli wskazania wyjdą „na granicy” norm, np. przy mokrym drewnie, gmina zapowiada ostrożność i podejście etapowe. Jeśli jednak analiza pokaże ślady spalania odpadów, ma się zaczynać reakcja urzędników. W praktyce ma to oznaczać kontrolę w terenie i pobranie próbek popiołu do dalszych analiz. Samorząd podkreśla, że ma do takich kontroli uprawnienia.
Z wypowiedzi inspektora ds. zarządzania kryzysowego i ochrony ludności Adama Kuplewskiego, wynika, że gmina nie chce „zabawki”, tylko sprzęt wielozadaniowy. Ma to być platforma, do której można podpiąć zestaw pomiarowy wskazujący rodzaj zanieczyszczeń, a nie tylko pyły zawieszone. W planie są czujniki wykrywające m.in. związki organiczne i substancje charakterystyczne dla spalania odpadów. W grę wchodzi też termowizja, lokalizowanie źródeł dymu i praca także wieczorem oraz w nocy. Koszt zakupu szacowany jest na około 100 do 150 tys. zł, zależnie od wyposażenia.
Wójt wprost tłumaczył też drugi problem: brakuje ludzi do pracy przy zadaniach porządkowych i interwencyjnych, bo finansowanie takich robót spadło. Tyle że statystyki Powiatowego Urzędu Pracy pokazują, że zarejestrowanych bezrobotnych nie brakuje. W styczniu 2026 r. w samym mieście Chojnice było 1180 bezrobotnych, a w gminie Chojnice 642. To razem ponad 1800 osób tylko w tych dwóch samorządach. Dane nie odpowiadają jednak na pytanie, ilu z nich realnie podejmie ciężką, fizyczną pracę „na już” i w jakich warunkach.
Wójt Zbigniew Szczepański podkreśla, że dron ma służyć nie tylko do walki z kopciuchami. W planach są także zastosowania kryzysowe i ratownicze, inspekcje termowizyjne, poszukiwania ludzi i zwierząt, a nawet wykrywanie wycieków. Urzędnicy mówią o szkoleniu kilku operatorów i pracy „po godzinach”, bo dym najczęściej pojawia się wieczorem. W teorii ma to oznaczać jedno: żadnych pewniaków, że kontrola kończy się o 15.00. Teraz mieszkańcy będą patrzeć, czy zapowiedzi przełożą się na realne działania w terenie.
Fot. Robert Ważyński
16.03.2026 | Czytano: 16
Dron nad kominami w gminie Chojnice. Koniec tablicy Mendelejewa?
150 tysięcy złotych ma kosztować dron wraz z wyposażeniem monitorującym poziom skażenia . Gmina ogłasza właśnie przetarg na zakup tego sprzętu, który ma szukać i wskazywać największych śmierdzieli w gminie wiejskiej Chojnice. Tylko czy naprawdę uda się namierzyć i ukarać brudasów? Władze gminy przekonane są, że tak.
reklama







