ZZO Nowy Dwór to spółka samorządowa, a więc koszty i ryzyka zawsze w końcu wracają do gmin i mieszkańców.
Udziałowcy i ich udziały w spółce (w przybliżeniu):
Gmina Miejska Chojnice: 61 602 udziały, ok. 43,4 proc.
Miasto i Gmina Czersk: 32 211 udziałów, ok. 22,7 proc.
Gmina Chojnice: 25 495 udziałów, ok. 18,0 proc.
Gmina Miejska Człuchów: 22 526 udziałów, ok. 15,9 proc.
150 mln zł, dotacja i pożyczka. A reszta?
W dokumentach inwestycji pojawiają się bardzo konkretne liczby: całkowity koszt na poziomie ok. 146,3 mln zł, dotacja ok. 35,7 mln zł i pożyczka z NFOŚiGW ok. 83,3 mln zł. Termin zakończenia wskazywany jest na 30 czerwca 2029 r.
I tu jest sedno, o którym mieszkańcy mówią najgłośniej. Dotacja dotacją, ale pożyczkę trzeba spłacać. A jak coś się finansowo nie zepnie, to w samorządowych spółkach zwykle “zepnie się” w opłatach dla mieszkańców. Tak działa grawitacja budżetowa.
RDF: rok czekania i praca na 1/10 mocy.
W tle tej historii jest inna inwestycja. Mniejsza, ale głośna. Linia do produkcji paliwa alternatywnego RDF, która kosztowała ok. 6 mln zł, miała już pracować, a zamiast tego długo czekała na certyfikację. Potem wyszło, że działa na ułamek możliwości, bo brakuje chętnych na odbiór paliwa. Odbiorcami są głównie cementownie, a rynek bywa bezlitosny: raz biorą, raz nie biorą.
Do tego dochodzi proste porównanie kosztów: zwykłe odpady oddawane do utylizacji to około 1000 zł za tonę, a za RDF trzeba płacić mniej więcej połowę tej kwoty. I tu rodzi się pytanie, które wisi nad całą koncepcją: czy naprawdę trzeba budować spalarnię za 150 mln zł, żeby “uratować” linię za 6 mln?
Na ostatniej konferencji prasowej portal HaloChojnice zadał pytanie o opłacalnośc spalarni a burmistrz Chojnic Arseniusz Finster pytany o konkretne liczby nie potrafił się do nich odnieść. Zapowiedział jednak, że planowana spalarnia pozwoli zagospodarować odpady pochodzące z RDF. Czyli w skrócie: paliwa nikt nie chce, to je spalimy u siebie.
Tyle że mieszkańcy i część samorządowców słyszą w tym planie coś jeszcze. Najpierw zbudowaliśmy linię, która miała być złotym strzałem. Potem okazało się, że rynek nie klaskał. Teraz mamy zbudować spalarnię, żeby ta linia wreszcie miała sens. Logika jest prosta, tylko rachunek rośnie szybciej niż entuzjazm.
Przeciwnicy spalarni wskazują na kilka punktów, które w regionie wracają jak bumerang:
1. ogromny koszt inwestycji i zadłużenie na dekady
2. nieznana opłacalność, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach
3. ryzyko wyższych opłat dla mieszkańców, gdy bilans się nie spina
4. kosztowna eksploatacja, filtry, normy, serwis, przestoje
5. obawy o zdrowie, zapachy i transport odpadów
Zwolennicy odpowiadają równie klasycznie:
1. mniej odpadów na składowiskach
2. mniejsza zależność od zewnętrznych firm
3. produkcja ciepła i prądu
4. spełnianie norm UE i ograniczanie składowania
5. nowoczesne instalacje mają niskie emisje przy dobrej kontroli
W praktyce to spór o to, czy budujemy bezpieczeństwo systemu, czy budujemy sobie problem na 25 lat. I kto będzie miał rację, gdy przyjdą pierwsze raty pożyczki.
Ile ma to “dać” w praktyce?
W lokalnych publikacjach pojawia się argument, że spalarnia ma ograniczyć koszty związane z wywozem balastu, który dziś potrafi kosztować około 1000 zł za tonę. Padają też zapowiedzi, że “pierwsze efekty” mają być widoczne w 2029 roku. Tylko że mieszkańcy słyszą jedno: efekty kiedyś, rachunek teraz. I to w regionie, który już raz uwierzył w odpadową rewolucję na papierze.
Najpierw wydajemy miliony na RDF, który miał być przyszłością. Potem okazuje się, że nie mamyu gdzie go sprzedać. Więc budujemy spalarnię za 150 mln, żeby spalić to, czego nie udało się sprzedać. Brzmi jak plan ratunkowy, tylko nie wiadomo, co tu właściwie jest ratowane...
Fot. Robert Ważyński
04.02.2026 | Czytano: 16
Czy mamy zadłużać się na budowę spalarni w Nowym Dworze za 150 mln zł?
Spalarnia odpadów przy ZZO w Nowym Dworze znów rozpala emocje. Inwestycja, szacowana na około 150 mln zł, ma ruszyć do 2029 roku i przerabiać mniej więcej 17,5 tys. ton odpadów rocznie. Zwolennicy mówią o stabilizacji systemu i energii z odpadów. Przeciwnicy o wieloletnim kredycie, ryzyku podwyżek i uciążliwościach dla okolicznych miejscowości.
reklama







