Poniedziałek, 08 czerwca Imieniny: Medarda, Maksyma, Wilhelma
19.12.2025 | Czytano: 16

Muzeum w Odrach do likwidacji Nie wie prawica co robi lewica?

W radzie powiatu znów zawrzało - tym razem za sprawą planowanej likwidacji muzealnej ekspozycji w Odrach, gmina Czersk. Radny powiatowy Maciej Jakubowski, dyrektor Szkoły Podstawowej w Czersku, nie kryje oburzenia. Uważa, że o sprawie dowiedział się nie od władz, lecz „bokiem”, z mediów.

Jakubowski przypomina, że muzealna wystawa w Odrach działa nieprzerwanie od 24 lat i jest ważnym elementem turystycznym tego regionu. Zwraca uwagę, że radni nie zostali poinformowani o planach likwidacji.

- Informacja o zamknięciu wystawy od 31 maja 2026 roku dotarła do mnie z mediów. Na sesji rady 20 listopada nie padło ani jedno słowo na ten temat – podkreśla. – Tymczasem placówka działa w prywatnym budynku, miesięczny koszt najmu i ogrzewania to ok. 1000 zł. Pracownik – na pół etatu – też ok. 1000 zł miesięcznie. Skąd więc pojawia się kwota 70 tys. zł rocznych kosztów?

Radny wylicza, że wystawa była nie tylko ciekawym uzupełnieniem Rezerwatu Kamiennych Kręgów, ale również magnesem dla turystów. W przeszłości padały propozycje biletu łączonego czy lepszej promocji. 

- Brak działań promocyjnych nie może być teraz argumentem za likwidacją - dodaje.

„Nie filia, tylko wystawa” – mówi starosta

Starosta Marek Szczepański nie zgadza się z narracją Jakubowskiego. Twierdzi, że w Odrach nie funkcjonuje żadna „filia”, a jedynie zamiejscowa wystawa chojnickiego muzeum. Według niego, odwiedza ją zaledwie 400 osób rocznie, a koszty utrzymainai obiektu oscylują między 40 a 60 tys. zł.

– To nie była decyzja z dnia na dzień. Dyrektor muzeum uważa, że te środki można lepiej wykorzystać. Eksponaty wrócą do Chojnic, a my jesteśmy otwarci na rozmowę z burmistrzem Czerska – powiedział starosta.

Dodał też z przekąsem, że „lepiej wynająć taksówkę i przywozić turystów do Chojnic”, niż wydawać kilkadziesiąt tysięcy rocznie na miejsce, które cieszy się tak małym zainteresowaniem.

Spór, który dzieli radnych

Na sesji głos zabierała też Mirosława Dalecka, radna PiS. Swoje zdanie wyraziła potem w mediach społecznościowych:
„To skandal, że radni dowiadują się o takich decyzjach z mediów. Zamiast wspierać lokalną turystykę, wycofujemy się z miejsc, które mają potencjał. A jednocześnie potrafimy przeznaczyć 90 tys. zł na nagrodę dla dyrektora szpitala, choć efekty jego zarządzania budzą wiele zastrzeżeń” – napisała Dalecka.

Swojego rozczarowania nie krył też przewodniczący Komisji Kultury i Sportu, Wojciech Rolbiecki. Przyznał, że członkowie zarządu, którzy zasiadają w komisji, nie poinformowali o planowanych decyzjach. – Chcielibyśmy znać wcześniej takie sprawy. Nie chodzi o decydowanie, ale o elementarny szacunek i informację – mówił.

„Jest pan mistrzem odwracania kota ogonem” 

Jakubowski nie dał się przekonać argumentom starosty. – Jest pan mistrzem odwracania kota ogonem – rzucił podczas sesji. Starosta odpowiedział żartobliwie: – Mógłbym powiedzieć: i vice versa.

Obaj panowie różnią się nie tylko w ocenie sytuacji, ale też w sposobie zarządzania. 

-  Możemy rozmawiać trzy dni i nadal się nie dogadamy - przyznał Marek Szczepański.

Niepokoi brak komunikacji między radą a zarządem powiatu. Radni mówią o „fakcie dokonanym”, a mieszkańcy dowiadują się o ważnych sprawach z internetu. Taki model działania nie przystaje do nowoczesnego i przejrzystego samorządu. Nie wie prawica, co robi lewica - a przecież wszyscy są z jednej "ławki".

Na zdjęciu radny, Maciej Jakubowski
Fot. Robert Ważyński.

reklama

Komentarze

reklama