Gruchała złożył do przewodniczącego Rady Miejskiej Macieja Bonny wniosek o możliwość wystąpienia na sesji 30 marca 2026 roku. Powołał się przy tym na art. 61 Konstytucji RP, gwarantujący obywatelom prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej, a także na przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego dotyczące skarg i wniosków. Jak zaznaczył, jego wypowiedź miała dotyczyć zarówno samej sprawy, jak i jego pisma skierowanego do Prezydenta RP w sprawie ustawowego uregulowania podobnych sytuacji na przyszłość.
Na to zgody jednak nie było. W odpowiedzi Bonna napisał, że w porządku obrad najbliższej sesji nie przewidziano punktu obejmującego temat wskazany we wniosku. Dodał też, że w Radzie Miejskiej nie występują okoliczności, które uzasadniałyby użycie określenia „afera”. Podkreślił również, że rada nie ma kompetencji do podejmowania działań i rozstrzygnięć w tej sprawie, a ścieżka obrana przez Gruchałę, czyli wystąpienie do Prezydenta RP z prośbą o zmianę prawa, jest właściwa.
W tle jest też jeszcze jeden argument. Przewodniczący nie chce eskalowania emocji wokół tej sprawy podczas obrad rady. I trudno zupełnie ten argument zlekceważyć. W ostatnich miesiącach w lokalnej polityce nie brakowało ostrych starć, także publicznych. Wystarczy przypomnieć głośną kłótnię między radnymi Kamilem Kaczmarkiem (PiS) i Janem Koperskim (KO). Do tego dochodził też konflikt między radnym Kaczmarkiem a wiceburmistrzem Adamem Kopczyńskim, który miał nazwać radnego PiS "idiotą"
Sam Gruchała przekonuje, że chciał po prostu publicznie przedstawić sprawę i poinformować o swoim wniosku do prezydenta. Jak komentuje, jako lokalny Watchdog i prezes stowarzyszenia zwrócił się o pomoc do głowy państwa w sprawie donosów UB Kazimierza P. na radnego Zdzisława Januszewskiego.
Bonna miał prawo odmówić. Gruchała miał prawo złożyć wniosek i nagłośnić sprawę, skoro uważa ją za ważną publicznie. Kłopot polega na tym, że w Chojnicach każda kolejna taka sprawa coraz szybciej zamienia się w konflikt personalny, a nie w merytoryczną rozmowę. I właśnie to jest dziś największy problem lokalnego życia publicznego. Nie sam wniosek. Nie sama odmowa. Tylko to, że niemal wszystko kończy się kolejnym zwarciem.
Fot. Michał Gruchała, UM Chojnice
25.03.2026 | Czytano: 80
Nie będzie głosu na sesji. Michał Gruchała chciał mówić o „aferze ubeckiej”, Maciej Bonna odmówił
Michał Gruchała, prezes stowarzyszenia "Chojnice – Tu Bije Moje Serce" i lokalny działacz strażniczy, chciał zabrać głos podczas sesji Rady Miejskiej w Chojnicach. Chodzi o sprawę, którą sam nazywa „aferą ubecką”. Na jego wystąpienie nie zgodził się Maciej Bonna przewodniczący rady argumentując, że gremium to nie ma kompetencji by zajmować się tego typu sprawami.
reklama







