Wtorek, 09 czerwca Imieniny: Felicjana, Pelagii, Sławoja
25.03.2026 | Czytano: 80

Nie będzie głosu na sesji. Michał Gruchała chciał mówić o „aferze ubeckiej”, Maciej Bonna odmówił

Michał Gruchała, prezes stowarzyszenia "Chojnice – Tu Bije Moje Serce" i lokalny działacz strażniczy, chciał zabrać głos podczas sesji Rady Miejskiej w Chojnicach. Chodzi o sprawę, którą sam nazywa „aferą ubecką”. Na jego wystąpienie nie zgodził się Maciej Bonna przewodniczący rady argumentując, że gremium to nie ma kompetencji by zajmować się tego typu sprawami.

Gruchała złożył do przewodniczącego Rady Miejskiej Macieja Bonny wniosek o możliwość wystąpienia na sesji 30 marca 2026 roku. Powołał się przy tym na art. 61 Konstytucji RP, gwarantujący obywatelom prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej, a także na przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego dotyczące skarg i wniosków. Jak zaznaczył, jego wypowiedź miała dotyczyć zarówno samej sprawy, jak i jego pisma skierowanego do Prezydenta RP w sprawie ustawowego uregulowania podobnych sytuacji na przyszłość.

Na to zgody jednak nie było. W odpowiedzi Bonna napisał, że w porządku obrad najbliższej sesji nie przewidziano punktu obejmującego temat wskazany we wniosku. Dodał też, że w Radzie Miejskiej nie występują okoliczności, które uzasadniałyby użycie określenia „afera”. Podkreślił również, że rada nie ma kompetencji do podejmowania działań i rozstrzygnięć w tej sprawie, a ścieżka obrana przez Gruchałę, czyli wystąpienie do Prezydenta RP z prośbą o zmianę prawa, jest właściwa. 

W tle jest też jeszcze jeden argument. Przewodniczący nie chce eskalowania emocji wokół tej sprawy podczas obrad rady. I trudno zupełnie ten argument zlekceważyć. W ostatnich miesiącach w lokalnej polityce nie brakowało ostrych starć, także publicznych. Wystarczy przypomnieć głośną kłótnię między radnymi Kamilem Kaczmarkiem (PiS) i Janem Koperskim (KO). Do tego dochodził też konflikt między radnym Kaczmarkiem a wiceburmistrzem Adamem Kopczyńskim, który miał nazwać radnego PiS "idiotą"

Sam Gruchała przekonuje, że chciał po prostu publicznie przedstawić sprawę i poinformować o swoim wniosku do prezydenta. Jak komentuje, jako lokalny Watchdog i prezes stowarzyszenia zwrócił się o pomoc do głowy państwa w sprawie donosów UB Kazimierza P. na radnego Zdzisława Januszewskiego. 

Bonna miał prawo odmówić. Gruchała miał prawo złożyć wniosek i nagłośnić sprawę, skoro uważa ją za ważną publicznie. Kłopot polega na tym, że w Chojnicach każda kolejna taka sprawa coraz szybciej zamienia się w konflikt personalny, a nie w merytoryczną rozmowę. I właśnie to jest dziś największy problem lokalnego życia publicznego. Nie sam wniosek. Nie sama odmowa. Tylko to, że niemal wszystko kończy się kolejnym zwarciem.

Fot. Michał Gruchała, UM Chojnice

reklama

Komentarze

reklama