Poniedziałek, 08 czerwca Imieniny: Medarda, Maksyma, Wilhelma
16.02.2026 | Czytano: 20

Spalarnia w Nowym Dworze: decyzje zapadają, mieszkańcy szykują kontratak

Plan budowy spalarni odpadów w Nowym Dworze koło Chojnic coraz mocniej dzieli lokalną społeczność. Mieszkańcy mówią wprost: nie chcą instalacji, która ich zdaniem może przynieść smród, pyły i spadek jakości życia tuż obok domów. Władze oraz przedstawiciele zakładu odpowiadają, że nowoczesna technologia nie powinna wpływać na zdrowie ludzi ani zwiększać zachorowalności w rejonie inwestycji.

Po pierwszym spotkaniu informacyjnym w CEW Chojnice, kolejne zaplanowano w Ogorzelinach na najbliższy czwartek. Wszystko wskazuje na ostrą wymianę argumentów. W tle słychać jednak jeszcze jedno: decyzje administracyjne są zaawansowane, a samorząd i spółka sprawiają wrażenie, że projekt ma i tak dojść do skutku. 

145 czy 170 mln zł? I to dopiero początek rachunku

W dyskusji przewijają się kwoty około 145 mln zł, ale pojawiają się też wyliczenia mówiące o 170 mln zł i więcej. Przeciwnicy pytają, czy inwestycja za takie pieniądze ma sens, skoro spalarnia ma produkować ciepło, które trzeba dopiero doprowadzić do Chojnic. To oznacza kolejne przedsięwzięcia, uzgodnienia, kolizje, mapy przebiegu i koszty, które wciąż są na stole. Dla mieszkańców to nie jest „jedna inwestycja”, tylko łańcuch kolejnych. 

Kluczowy argument: RDF, którego nie da się dobrze sprzedać

Spalarnia ma spalać frakcję RDF, czyli paliwo z odpadów, które bywa problematyczne w zbyciu. Właśnie wokół RDF buduje się jeden z głównych przekazów o „konieczności” inwestycji. Na konferencji w UG Chojnice temat wrócił wprost: zakład uruchamia drugą zmianę, a RDF ma być produkowany na dużą skalę. Mówiono o poziomie około 6 tys. ton miesięcznie i planie zwiększania wydajności. 

Liczby z konferencji: 150 zł różnicy na tonie ma robić robotę

Padły też konkretne wyliczenia dotyczące kosztów zagospodarowania RDF. Prezes ZZO Nowy Dwór Marek Jankowski przekonywał, że różnica między standardową stawką a obecnymi warunkami daje wyraźną korzyść finansową. „Normalnie odpady RDF kosztują 830 zł, gdy je sprzedajemy płacimy 670 zł zatem mamy 150 zł zysku na tonie o to już jest opłacalność lini. Produkujemy 6000 ton  miesięcznie i zamierzamy urychomić drugą zmianę w zakładzie.

Z perspektywy spółki ten „zysk na tonie” ma uzasadniać sens całego kierunku, także wcześniejszych wydatków na linię RDF, którą zbudowano za niespałna 6 mln. zł.  Przeciwnicy odpowiadają, że taka logika może wyglądać dobrze w prezentacji, ale w praktyce rynek odpadów zmienia się szybko i potrafi wywrócić najlepsze kalkulacje. 

 Jest jeszcze jedna rzecz: linia RDF jest awaryjna i ma przestoje

W tym samym przekazie pojawia się poważny znak zapytania. Jak przyznaje prezes, linia RDF nie pracuje bezproblemowo. Jest awaryjna i co jakiś czas zdarzają się przestoje w pracy. To element, który podsyca krytykę inwestycji. Skoro już na etapie produkcji RDF pojawiają się przerwy, koszty eksploatacyjne i wymiany elementów, to część mieszkańców słyszy w zapowiedziach zysków bardziej życzenie niż gwarancję. 

„Nie trzeba wykupów”. Spalarnia ma stanąć na przekazanym terenie

Podczas konferencji padło też, że instalacja ma powstać na gruncie już przekazanym pod zakład, więc nie ma potrzeby wykupów czy dzierżaw od mieszkańców. To w praktyce oznacza, że przeciwnicy nie mają prostego narzędzia blokowania inwestycji poprzez kwestie własnościowe. Prezes mówił również o tym, że procedury środowiskowe były prowadzone formalnie, a informacje były publikowane w miejscowościach zainteresowanych. Sporna pozostaje kwestia realnego dotarcia do ludzi i skali społecznej zgody. 

 Ciepło ze spalarni? Tak, ale przesył to osobna historia

Wątek energetyczny wraca jak bumerang. Spalarnia ma produkować ciepło, ale żeby Chojnice faktycznie z tego skorzystały, trzeba zbudować przesył. Na konferencji mówiono, że mapa uzgodnień dopiero powstaje i jasność ma być za kilka miesięcy. Dla sceptyków to dowód, że „korzyść w postaci taniego ciepła” jest na razie hasłem, a nie policzonym i zabezpieczonym projektem.

Finansowanie: pożyczka i kredyt, pytanie o ryzyko długu

Przeciwnicy inwestycji pytają, kto poniesie konsekwencje, jeśli koszty wzrosną albo przychody nie spełnią oczekiwań. Przy instalacji za 145–170 mln zł margines błędu bywa drogi. A gdy dochodzą kolejne inwestycje „towarzyszące”, ryzyko rozlewa się na cały system gospodarki odpadami i energii. 

Ogorzeliny: będzie starcie i test, kto ma większość głosów 

Najbliższe spotkanie w Ogorzelinach ma być kolejną odsłoną tej samej wojny nerwów. Zwolennicy będą przekonywać, że spalarnie działają w wielu miastach i są częścią nowoczesnego systemu, a ekologia wymaga domknięcia obiegu odpadów. Przeciwnicy odpowiedzą: nie chcemy eksperymentu pod oknami, nie wierzymy w „brak wpływu”, a rachunek ekonomiczny ma za dużo niewiadomych. I choć rozmowa ma być o technologii i liczbach, w praktyce chodzi o zaufanie. A z tym, po pierwszych spotkaniach, jest dziś w okolicy Nowego Dworu krucho. 

Fot. Robert Ważyński

reklama

Komentarze

reklama