Podczas konferencji prasowej w Urzędzie Gminy Chojnice (21.05) prezes ZZO Marek Jankowski przekonywał, że spalarnia jest bezpieczna i ekonomicznie uzasadniona. Przeciwnicy inwestycji nadal jednak mówią o złej lokalizacji, zagrożeniach dla mieszkańców i próbie przepchnięcia projektu mimo rosnącego oporu społecznego.
„Nic nie śmierdzi, nic nie dymi”
Do bydgoskiej instalacji ProNatura pojechało około 30 osób. Byli urzędnicy, przedstawiciele ZZO, mieszkańcy i sołtysi. Jak relacjonował prezes Jankowski, uczestnicy mogli na własne oczy zobaczyć, że nowoczesna spalarnia nie przypomina obrazów znanych z protestów i internetowych komentarzy. Jankowski narzekał, że do Bydgoszczy pojechało zaledwie kilku przeciwników instalacji aby naocznie się przekonać jak działa taki zakład.
Według niego jedyne miejsce, gdzie czuć zapach odpadów, to hala rozładunku. Sama instalacja ma być praktycznie niewyczuwalna dla otoczenia. Prezes podkreślał też, że spalarnia nie potrzebuje ciągłego „podlewania” olejem opałowym. Ten wykorzystywany jest jedynie podczas uruchamiania pieca. Później proces spalania utrzymuje odpowiednią temperaturę samodzielnie.
ZZO przekonuje również, że emisje z nowoczesnej instalacji mają być niższe niż z wielu tradycyjnych źródeł ogrzewania. Padały argumenty o filtrach, systemach oczyszczania spalin i ograniczaniu emisji dioksyn.
Przeciwnicy: Bydgoszcz to nie Nowy Dwór
Krytycy inwestycji patrzą jednak na sprawę zupełnie inaczej. Ich zdaniem porównywanie Bydgoszczy do Nowego Dworu jest po prostu nieuczciwe. Wskazują, że spalarnia ProNatura stoi na terenie poprzemysłowym, daleko od domów i otoczona jest lasem. Tymczasem w Nowym Dworze instalacja miałaby powstać w otwartym terenie rolniczym, znacznie bliżej zabudowań mieszkalnych.
Przeciwnicy spalarni zwracają też uwagę na długość planowanego ciepłociągu do Chojnic oraz fakt, że w Bydgoszczy spalane są odpady zmieszane, a w Nowym Dworze ma chodzić o RDF, czyli paliwo produkowane z odpadów.
ZZO: spalarnia ma zarabiać i sama spłaci kredyt
Władze spółki zapewniają, że projekt ma być opłacalny. Według przedstawionych prognoz spalarnia miałaby generować kilka milionów złotych rocznego zysku netto i bez problemu spłacać pożyczkę zaciągniętą na budowę. ZZO przekonuje, że samorządy nie będą musiały dokładać pieniędzy do funkcjonowania instalacji.
Kluczowe pozostaje jednak przyłączenie obiektu do sieci energetycznej. Wcześniejsze warunki wydane przez ENEĘ były dla spółki praktycznie nie do zaakceptowania, bo oznaczały konieczność kosztownej rozbudowy infrastruktury. Teraz złożono nowy wniosek. Tym razem chodzi o przyłączenie do GPZ przy ul. Kościerskiej w Chojnicach, gdzie dostępnych mocy ma być znacznie więcej. ENEA ma wydać decyzję w ciągu najbliższych tygodni.
Referendum? „To może niczego nie przesądzić”
Temat referendum w gminie Chojnice wraca coraz częściej. Samorządowcy podkreślają, że mieszkańcy powinni mieć głos w tej sprawie. Jednocześnie pojawiają się pytania, czy nawet wiążące referendum rzeczywiście mogłoby zatrzymać inwestycję.
Prezes ZZO przypomina, że gmina Chojnice ma około 11 procent udziałów w spółce i nie podejmuje decyzji samodzielnie. Udziałowcami ZZO są także miasto Chojnice oraz samorządy z Czerska, Brus, Człuchowa, Konarzyn, Koczały, Lipnicy, Przechlewa i Rzeczenicy.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego wielu samorządowców woli dziś unikać. Bo choć o inwestycji decydują wspólnie różne gminy i miasta, spalarnia miałaby stanąć wyłącznie na terenie gminy Chojnice. Ciekawe więc, jak wyglądałaby dyskusja, gdyby podobny obiekt planowano kilka kilometrów od domów mieszkańców innych udziałowców spółki.
Sprawa dopiero się rozkręca
Jedno widać już dziś bardzo wyraźnie. Kierownictwo ZZO i część samorządowców nie zamierza odpuszczać projektu. Kolejne dokumenty są przygotowywane, procedury trwają, przetargi ruszają dalej. Protesty mieszkańców? Na razie wyglądają bardziej jak przeszkoda do obejścia niż sygnał ostrzegawczy, nad którym naprawdę ktoś chce się pochylić.
Fot. Robert Ważyński/archiwum
26.05.2026 | Czytano: 31
Wycieczka do spalarni nie zakończyła sporu. ZZO przyspiesza, mieszkańcy nadal protestują
Miała być edukacyjna wycieczka i pokazanie „jak to działa naprawdę”. Były nowoczesne filtry, brak dymu z komina i opowieści o ekologii. Ale po powrocie z bydgoskiej spalarni emocje wokół planowanej inwestycji w Nowym Dworze wcale nie opadły. Wręcz przeciwnie.
reklama







