Tegoroczny Jarmark Świętojański w Chojnicach trudno uznać za sukces. Pogoda była trudna. Bardzo ciepło, momentami wręcz upalnie. To przyznawali wszyscy nasi rozmówcy, wystawcy, którzy przyjechali do Chojnic z różnych stron Polski.
Ale po chwili dodawali: pogoda nie tłumaczy wszystkiego.
- Za mało tu się dzieje. Sam jarmark nie przyciągnie ludzi. Tu muszą być występy, choćby lokalnych wykonawców, żeby ludzie słyszeli, że centrum żyje - mówili handlowcy zwijający w niedzielę swoje stoiska.
Reporter Halochojnice rozmawiał z wystawcami około godziny 12.30-13.00. Widok był przygnębiający. Zamiast gwaru, spacerujących rodzin i klientów zatrzymujących się przy stoiskach, były pakowane kartony, składane namioty i smutni ludzie, którzy liczyli straty.
- „Kogo my mamy obsługiwać?”
Szczególnie rozgoryczeni byli ci, którzy zapłacili za miejsce i przyjechali z atrakcjami dla dzieci. Jedna z pracownic obsługujących dmuchańce i trampoliny mówiła wprost, że ten przyjazd się nie opłacił.
- Kogo my mamy obsługiwać? Szef zapłacił ponad dwa tysiące złotych za wynajem miejsca tutaj na rynku w Chojnicach, a dzisiaj mieliśmy jednego, dosłownie jednego gościa - mówiła około 12.30.
Podobnie oceniali sytuację sprzedawcy biżuterii, rękodzieła i produktów artystycznych. Pan Michał, który od lat przyjeżdża do Chojnic z biżuterią, przyznawał, że ten rok był wyraźnie słabszy niż poprzednie.
- Te samochody, które tutaj stoją, nie przyciągną turystów. A to właściwie jedyna dodatkowa atrakcja, którą nam przygotowano - mówił wskazując na cztery auta chinskiej produkcji, które nie budziły żądnego zanieresowanie smętnie chodziących po rynku mieszkańców
Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie stoisk w pobliżu miejsc, gdzie rzeczywiście gromadzili się ludzie.
- Może w piątkowe popołudnie powinniśmy być bliżej scen, tam gdzie występowali artyści. Tam zawsze są ludzie. Tam moglibyśmy sprzedawać - dodawał.
„Jesteśmy na minusie”
Najbardziej konkretne były jednak wyliczenia. Pan Michał mówił, że za jeden metr kwadratowy powierzchni handlowej płacił 100 zł za trzy dni.
- Dzisiaj uhandlowałem 80 zł. Podsumowując, jesteśmy na minusie - mówił.
Podobnie oceniali sytuację inni wystawcy. Jedna z pań przyjeżdżających do Chojnic ze Złotowa od około 20 lat, także zwracała uwagę, że jarmark wyraźnie słabnie.
- Tak naprawdę ja i jeszcze "Pajda z chlebem" to dwie firmy, które są tutaj od samego początku. Z pogodą się nie wygra, to prawda. Ale widzimy też, że jest coraz mniej atrakcji i coraz mniejsze zainteresowanie - mówiła.
Jej zdaniem pytanie, co z tym dalej zrobić, trzeba skierować do organizatorów i władz miasta.
Smutku nie kryły też panie sprzedające rękodzieło artystyczne, pacynki i szmaciane lalki. Przyjechały z Leśna. Były rozczarowane małą liczbą klientów i otwarcie zastanawiały się, czy za rok w ogóle wracać do Chojnic. Podobne nastroje panowały wśród handlowców, którzy dotarli z dalszych miejscowości, m.in. ze Szczecina.
Nadzieja po mszach nie wystarczyła
Część wystawców nie czekała nawet do niedzieli. Jak mówili nasi rozmówcy, niektórzy spakowali się już w sobotę po południu, mimo że mieli opłacone miejsca. Uznali, że dalszy pobyt w Chojnicach nie ma sensu.
Inni zostali jeszcze z nadzieją, że pomoże bliskość kościołów. Liczyli, że po niedzielnych mszach mieszkańcy przejdą przez rynek, zatrzymają się przy stoiskach, coś kupią, wypiją kawę, wezmą coś dla dzieci.
Tak się nie stało.
W niedzielę w porze obiadowej rynek wyglądał już tak, jakby impreza dobiegła końca. Stragany znikały jeden po drugim. Zamiast jarmarku było zwijanie jarmarku.
Centrum też nie zarobiło
Na większy ruch liczyli również lokalni handlowcy. W niedzielę handlową część właścicieli sklepów w centrum zdecydowała się otworzyć lokale, licząc na to, że Jarmark Świętojański przyciągnie ludzi na Stary Rynek i okolice ulicy 31 Stycznia.
Takich otwartych chojnickich sklepów w strefie centrum były tylko cztery. I trudno się dziwić, że więcej przedsiębiorców nie zaryzykowało. Ruchu, który miałby uzasadnić pracę w niedzielę, po prostu nie było.
Jedna z naszych rozmówczyń przyznała, że nie może mówić o całkowitej porażce.
- Nie jest najgorzej. Zarobiłam dzisiaj 500 zł, więc te trzy godziny, od 10.00 do 13.00, nie były całkowicie zmarnowane - mówiła właścicielka jednego ze sklepów.
Co poprawić za rok?
Najłatwiej byłoby teraz powiedzieć: zawiniła pogoda. Upał rzeczywiście odstraszał ludzi od spacerów po nagrzanym rynku. Tyle że wystawcy nie oczekują cudów. Oczekują przemyślanej organizacji.
W ich opinii na rynku powinna pojawić się choćby niewielka scena. Nie musi być z gwiazdami. Wystarczyliby lokalni wykonawcy, krótkie występy, muzyka, animacje dla dzieci, coś, co zatrzyma ludzi w centrum na dłużej.
Bo jarmark nie może być tylko rzędem straganów. Musi być wydarzeniem. Musi tworzyć atmosferę, która sprawi, że mieszkańcy i turyści będą chcieli przyjść, zostać, porozmawiać, kupić coś od wystawców i wrócić za rok.
Wtedy pieniądze zostaną u handlowców, mieszkańcy wyjdą z upominkami, a organizatorzy będą mogli powiedzieć, że Jarmark Świętojański się udał.
W tym roku tak powiedzieć się nie da.
Fot. Robert Ważyński
29.06.2026 | Czytano: 365
Jarmark Świętojański zwinął się przed obiadem. Handlowcy: Sam stragan ludzi nie przyciągnie [Zdjęcia]
Miał być jedną z głównych atrakcji Dni Chojnic. W niedzielę około godziny 13.00 na Starym Rynku straganów właściwie już nie było. Pierwsi wystawcy pakowali się już w sobotę po południu. Inni liczyli jeszcze, że po niedzielnych mszach w centrum zrobi się większy ruch. Przeliczyli się. I choć upał rzeczywiście zrobił swoje, to w rozmowach z handlowcami powtarzało się coś jeszcze: na rynku po prostu za mało się działo.
reklama








