Podczas jednej z ostatnich konferencji prasowych burmistrz Arseniusz Finster wyliczał inwestycje realizowane w mieście przez prywatnych inwestorów. Nowe kamienice i bloki powstają lub są w przygotowaniu m.in. przy ul. Bankowej, Mickiewicza, Zielonej czy w rejonie Parku Tysiąclecia. Kolejne projekty zapowiadają następni deweloperzy, którzy, jak podkreślają władze miasta, nie budowaliby, gdyby nie mieli pewności sprzedaży.
I rzeczywiście, skala budownictwa mieszkaniowego robi wrażenie. W samym tylko ostatnim roku na terenie Chojnice przybyło około 11,5 tysiąca metrów kwadratowych powierzchni mieszkaniowej realizowanej przez osoby fizyczne i deweloperów. To w praktyce około 230 nowych mieszkań.
30 metrów za 300 tysięcy
Problem zaczyna się w momencie, gdy spojrzymy na ceny. Kawalerka o powierzchni 30 metrów kwadratowych w stanie deweloperskim czyli do wykończenia (kolejne 60 000 zł) potrafi kosztować nawet ponad 300 tysięcy złotych. Kredyt na 30 lat, wysoka rata, wkład własny - dla wielu mieszkańców Chojnic to bariera nie do przeskoczenia.
- Te mieszkania kupują ludzie z pieniędzmi albo inwestorzy. Potem wynajmują je za kwoty, które zjadają połowę pensji. Zwykły człowiek ma pracować na czyjś kredyt?! - mówi nasz czytelnik
Ten głos nie jest odosobniony. Coraz częściej słychać, że rynek mieszkaniowy w Chojnicach przestał być rynkiem dla chojniczan.
Miasto kontra deweloperzy – nierówna skala
Dla porównania: przez ponad dwie dekady miasto zbudowało łącznie około 270 mieszkań komunalnych i TBS. Tymczasem prywatni deweloperzy są w stanie zbliżyć się do tej liczby… w ciągu jednego roku.
Sam burmistrz przyznał, że jeśli do końca obecnej kadencji uda się wybudować 92 mieszkania przy ul. Kartuskiej, będzie to już spory sukces – jedna trzecia tego, co miasto zrealizowało przez ponad 20 lat.
TBS - jedyna realna alternatywa
Planowane są trzy nowe budynki przy ul. Kartuskiej, które mogłyby pomieścić wspomniane 92 lokale. Trwa analiza, czy będą to mieszkania komunalne, TBS-owskie, czy model mieszany. W grę wchodzą środki zewnętrzne, wsparcie miasta oraz wzmocniona sytuacja finansowa Chojnickiego TBS-u.
To właśnie ten kierunek - budownictwo czynszowe z niskim, przewidywalnym czynszem - jest dziś dla wielu mieszkańców jedyną nadzieją. Nie wszyscy chcą i mogą brać kredyt na pół życia. Nie wszyscy marzą o inwestowaniu w beton. Wielu po prostu chce mieć dach nad głową za cenę, którą da się udźwignąć w mieście o takich zarobkach jak Chojnice.
Miasto to nie tylko metry
Rozwój urbanistyczny liczony w metrach kwadratowych wygląda dobrze w tabelach. Gorzej, gdy zestawi się go z realnymi możliwościami mieszkańców. Chojnice nie są metropolią. To niewielkie, raczej biedne miasto, w którym pensje nie nadążają za rynkiem nieruchomości.
Jeśli samorząd naprawdę chce zatrzymać młodych ludzi, rodziny i pracowników, musi postawić na masowe budownictwo TBS i komunalne. Nie kolejne apartamenty „dla inwestora”, ale normalne mieszkania z czynszem, który nie zabija domowego budżetu.
20.01.2026 | Czytano: 20
Mieszkania tylko dla bogatych? Chojnice budują ale... nie dla swoich mieszkańców
Setki nowych mieszkań powstają w Chojnicach. Problem w tym, że zdecydowana większość z nich budowana jest przez prywatnych deweloperów i trafia na wolny rynek, gdzie ceny skutecznie odcinają dostęp „zwykłym” mieszkańcom. Miasto rośnie, żurawie pracują, a młode rodziny, seniorzy i osoby o przeciętnych dochodach wciąż odbijają się od ściany.
reklama







